Kiedy ā??oliborz k3adzie sie spaa
i zn??w do ry3a trzeba coĀ? wlaa,
on bierze siatke w Marlboro kolor,
wsiada w taryfe, bo jest szeryfem
i do nocnego kroki swe mierzy;
nerwy go biorĀ?, ?e jest nieĀ?wie?y.
Kupuje flaszke, siada na 3awce,
prostuje grymas, poprawia czkawke.
To on, to on, to on, szczekoblaszakowiec D?on,
To on, to on, to on, to marymoncki D?on.
To on, to on, to on, szczekoblaszakowiec D?on,
To on, to on, to on, to marymoncki D?on.
Jedna go kocha, bo jak szaleniec
sprowadza towar najlepszy z Niemiec.
Druga uwielbia go okrutnie,
bo da3 jej czadu w motelu w Kutnie,
a trzecia ?ona strasznie p3aka3a;
nie ma ju? D?ona, czeĀ?a mu i chwa3a
i nie otworzy ju? blaszanej szczeki;
stracony D?ony z rosyjskiej reki
To on, to on, to on, szczekoblaszakowiec D?on,
To on, to on, to on, to marymoncki D?on.
I straszna plotka pod halĀ? hula,
w dymie petardnic rozb3yska po niebie.
Nie handluj nigdy cudzesami,
palenie lub zdrowie nale?y do ciebie.
To on, to on, to on, szczekoblaszakowiec D?on,
To on, to on, to on, to marymoncki D?on.
|